Podróż w świat zapachów

Wpisy

  • wtorek, 26 lipca 2011
    • Zapachy Keiko Mecheri: Patchoulissime, Umé

      Nuty zapachowe: persymona, liście brzoskwini, bergamotka, mandarynka, japońska wisteria, piwonia, sasanka, jaśmin, chiński osmanthus, drewno Hinoki, mahoń z Kambodży, pieprz

      Testowania zapachów Keiko Mecheri ciąg dalszy. Ale po tych testach kapituluję, poznawania kolejnych zapachów Keiko nie planuję.

      Szczególnie wiele obiecywałam sobie po Patchoulissime. Zresztą wspominałam o tym już pisząc o Grenats. Paczula w Patchoulissime miała być słodka, miękka, ziemista i czysta. Miała być - bo niestety nie jest. 

      Patchoulissime jest cudne ale tylko przez kilka pierwszych chwil. Tuż po wylaniu kilku kropel na skórę można rozkoszować się czekoladową alkoholową paczulą ale niestety już po kilkunastu sekundach trzeba się przestawić na paczulę kwaśną i lekko sfermentowaną, która zresztą jest ledwie wyczuwalna i znika z nadgarstka po godzinie. Rozczarowanie numer milion trzysta dwadzieścia siedem. Z pewnością nie ostatnie.

      Nuty zapachowe: indonezyjska paczula, róża, jaśmin, białe piżmo, benzoin

      Drugi zapach Keiko Mecheri, o którym chciałam dziś wspomnieć to Ume.

      Umé opisywany jest jako nieoczekiwanie dekadencki zapach. Tajemniczo brzmiące umé to japońska śliwka łącząca słodycz ze
      słonością, owoc z przyprawami, eteryczną lekkość i aksamitne bogactwo. Opis kuszący, nuty intrygujące więc do testów przystąpiłam z pozytywnym nastawieniem.

      Umé początkowo przypomina nijaki pudrowo - owocowy zapach z serii średniopółkowych perfum dla nastolatek. I tak sobie trwa delikatnie na skórze i pozwala o sobie zapomnieć. Ale nie na długo, bo jak się okazuje po kilku godzinach atakuje ze zdwojoną siłą a ten atak pachnie nie inaczej jak... Słoniem Kenzo! Ta sama przytłaczająca słodycz wanilii i cynamonu w wersji orientalnej. Nie wiem co ten zapach ma wspólnego ze śliwkami...

      O nie, nigdy więcej zapachów Mecheri skoro nawet obiecujące Loukhoum mnie rozczarowało.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      a.wiadomosci
      Czas publikacji:
      wtorek, 26 lipca 2011 00:02
  • poniedziałek, 25 lipca 2011
    • Paczula - zielna roślinna wieloletnia

      Malezji, Indonezji, Indiach, Chinach, na Madagaskarze i w Brazylii. Kwitnie na biało. Stosowany w perfumiarstwie olejek etryczny otrzymuje się z suszonych liści rośliny. Olejek ten został wyizolowany po raz pierwszy w 1869 roku a jego pierwsza synteza chemiczna miała miejsce dopiero w roku 1962. Sam olejek ma postać gęstego brązowego płynu o surowym, ziemistym i dymnym zapachu. Jest dodawany do wielu zapachów, ponieważ poprawia ich trwałość. Naprawdę nietrudno doszukać się paczuli w bazie wielu perfum, nie tylko tych ciężkich i orientalnych. Jest też oczywiście mnóstwo zapachów (bardziej lub mniej udanych), w których paczula jest głównym składnikiem (CdG Patchouli, Demeter Patchouli, l'Artisan Patchouli Patch, Etro Patchouly, Mazzolari Patchouli, Tom Ford White Patchouli, S. Lutens Borneo 1834, Parfumerie Generale Intrigant Patchouli, Il Profumo Patchouli Noir, M.Micallef Patchouli, Montale Patchouli Leaves). Te perfumy z paczulą w roli głównej przybierają różne postacie - paczuli słodkiej czekoladowej albo tzw. paczuli piwnicznej. I jedna i druga opcja ma swoich wielbicieli :) Ja składniam się ku tej pierwszej. Co ciekawe paczula jest wykorzystywana nie tylko w perfumirstwie ale też jako środek odstraszający owady, środek bakteriobójczy a na Dalekim Wschodzie do zwalczania szkodników niszczących tkaniny.

      Ponieważ ostatnio wyjątkowo dobrze mi się nosi perfumy z paczulą w roli głównej to postanowiłam przyjrzeć się bliżej temu składnikowi. Paczula to zielna roślinna wieloletnia (trzeba przyznać, że wygląda niepozornie) uprawiana w 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      a.wiadomosci
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 25 lipca 2011 23:58
    • Comme des Garcons, Luxe: Patchouli EdP

      sądzę, bym się myliła. Niestety po kilkunastu minutach anyż znika ale nie jest to wielka strata, bo na jego miejsce pojawia się słodka ambra. I ta paczulowo - ambrowa mieszanka trwa na mojej skórze kolejne kilkanaście minut, by stać się z kolei zapachem paczulowo - drzewno - przyprawowym. Z przykrością stwierdzam, że nie umiem precyzyjnie zidentyfikować tych przypraw ale mam wrażenie, że jest tam odrobina białego pieprzu i kardamonu. Na pewno nie ma wśród nich cynamonu (a szkoda, zapach byłby jeszcze cieplejszy) ale jest jeszcze coś czego nie mogę zidentyfikować. Trudno ;) Całość jest absolutnie zachwycająca. Co prawda baza jest już mało paczulowa, dominują w niej ciepłe nuty drzewne, bardzo podobne do tych z bazy Wood Coffe ale nosi się je bardzo przyjemnie. W ogóle Patchouli i Woodcoffe to zapachy w podobnym charakterze - podobnie ciepłe, drzewne, zmysłowe, bardzo kobiece (mimo iż oba to unisexy...). Oczywiście różnią się, nawet bardzo, ale utrzymane są w tym samym charakterze. CdG Patchouli to piękny zapach, chociaż myślę, że amatorzy paczuli piwnicznej mogą być odrobinę rozczarowani ale jestem jak najbardziej usatysfakcjonowana. Nie sądzę, bym dorobiła się flakonu w najbliższym czasie (cena!) ale miło sobie czasem powąchać tę paczulę, nawet z małej próbki. Zapach jest naprawdę wyjątkowo trwały.

      W 2007 roku marka Comme des Garcons stworzyła mini - serię (póki co tylko 2 zapachy) perfum i nazwała ją Luxe. Zapachy w tej serii to Patchouli, którą zajmę się dziś i Champaca (której niestety nie miałam jeszcze okazji powąchać). Skąd ten luksus w nazwie? Na pierwszy rzut oka - cena: 290$ za 45ml (Champaca tylko 265$). A skąd cena? Ano stąd, że perfumy stworzono na bazie rzadkich, bardzo cennych i trudnych do zdobycia składników. Poza tym zapachy są bardziej skoncentrowane niż tradycyjne EdP. Perfumy występują w 2 rodzajach czarnych flakonów - prostych i piramidkach (oba na zdjęciach).

      Patchouli to zapach, którego głównym składnikiem jest oczywiście paczula. Do stworzenia tego zapachu użyto sumatrzańskiej paczuli najwyższej jakości. Niestety aż tak biegła w paczulach nie jestem  i nie wiem czym się ona różni od paczuli nie z Sumatry. W każdym razie zapach jest bardzo przyjemny. Paczula jest zdecydowanie przyjazna - żadna tam piwnica;) Zapach jest wielowymiarowy, pięknie się układa i rozwija na skórze. Najbardziej wyjątkowy i najpiękniejszy jest początek - rewelacyjne połączenie drzewnej paczuli i anyżu. Cóż, w nutach anyżu nie ma ale ja go zdecydowanie czuję. Zresztą bardzo lubię ten składnik więc nie 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      a.wiadomosci
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 25 lipca 2011 23:57
    • Lalique, Perles de Lalique EdP

      pończochy i bordową uwodzicielską kredkę do ust. Zapowiedź wielkiego szampańskiego wieczoru." Chyba lepiej nie da się tego zapachu zobrazować i podsumować. Perles de Lalique to naprawdę jeden z najbardziej zmysłowych zapachów jakie znam. W dodatku nazwa doskonale odzwierciela charakter zapachu - Perles de Lalique to perfumy dla eleganckiej kobiety, w małej czarnej, niebotycznie wysokich czarnych szpilkach i sznurem pereł na szyi. Do takiego klasycznego stroju Perły pasują jak żaden inny zapach - kwintesencja elegancji i zmysowości. Ale jak właściwie pachną Perły? Testowane nadgarstkowo to całkiem zwyczajny i mało kontrowersyjny zapach - paczulowo - różany, z odrobiną kamfory (tak, kamfory!). Swoje piękno odkrywa dopiero noszony całościowo. Od pierwszych chwil czuć mnóstwo kamfory (ja ten zapach uwielbiam, wiem, że jestem w mniejszości), odrobinkę olejku różanego i dużo paczuli ale nie tej słodkiej i przyjemnej. to raczej forma pośrednia między paczulą piwniczną a czekoladową. Całkiem ładna i nietypowa. Zapach jest jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny. W chłodne dni w pierwszej fazie pachnie też odrobiną... pleśni. Wszyscy, ktorzy nie lubią Pereł twierdzą, że to zapach pleśni więc chyba coś w tym jest. Mnie w każdym razie ta odrobina pleśni nie przeszkadza, tymbardziej, że jest w pięknym otoczeniu no i dość szybko znika. Po kilkunastu minutach Perły stają się zapachem chłodnym, bardzo szlachetnym, paczulowo - kaszmirowym. Naprawdę niepowtarzalny zapach. Idealnie nadaje się na wielkie wyjścia. chociaż nie tylko. Nie raz nosiłam go w zwykły dzień. I czułam się w nim świetnie. zapach zwraca uwagę otoczenia. Flakon Pereł zainspirowany został pudernicą z motywem kaktusa zaprojektowaną przez Rene Lalique'a w 1928. Jest ładny, prosty, szlachetny - nie zdradza, że wewnątrz kryje taki skarb. Najbardziej podoba mi się jednak wersja ozdobna - niestety nie miałam okazji widzieć jej na żywo. perfumy stworzyła w 2006 roku Nathalie Lorson - twórczyni m. in. zapachów Choparda (Wish, Pure Wish), Kate Moss, J. Sander (Pure, Sun Delight) i całej masy innych. Mam wrażenie, że Perły to dzieło jej życia... ;)

      Chyba przyszła wreszcie pora na próbę recenzji Perles de Lalique. To zapach nietuzinkowy i bardzo trudny do opisania ale spróbuję. Pokuszę się o stwierdzenie, że to jeden z najbardziej kontrowersyjnych zapachów spośród wszystkich dostępnych na szeroką skalę w polskich perfumeriach. Perles to zapach wywołujący skrajne emocje - albo się go kocha, albo nienawidzi. Nie ma opcji bycia pośrodku. Chyba każdy kto wąchał Perły się z tym zgodzi. Od razu zaznaczę, że ja zaliczam się do pierwszej grupy. Na początek jednak opis, ktory znalazłam na stronach perfumerii sprzedających Perły: "Czarodziejsk eliksir miłosny... przygotowany według sekretnej receptury z bułgarskiej róży, burbońskiego pieprzu i paczuli. Skórę kobiety pieści jak jedwabna pościel, jak najbardziej czuły kochanek, jak wyrafinowana biżuteria... jak najpiękniejsze perły. Tak zmysłowy, że przywołuje na myśl jedwabne czarne 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      a.wiadomosci
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 25 lipca 2011 23:56